Elegia dla jednej pani

zdjęcie ze spektaklu Elegia dla jednej pani

W nieco odrealnionym butiku, w którym "część rzeczy wyłożona jest na kawałku lady, inne jakby unoszą się w powietrzu", starszy, elegancko ubrany mężczyzna szuka prezentu dla, jak mówi, umierającej kobiety. Na nic nie może się zdecydować. Właściwie nie wie czego szuka. Prosi o pomoc Właścicielkę, która wyrwana z "obojętnej zadumy" nie ukrywa zakłopotania. Właścicielka jest trzydziestoletnią kobietą o interesującej urodzie, ma na sobie "białą bluzkę, jasnobeżową spódnicę i pantofle na wysokim obcasie". (Notabene tak ubrana była Marilyn Monroe w 1951 roku na lotnisku w Los Angeles, kiedy żegnała Arthura Millera) Zakłopotanie, współczucie, chęć przyjścia z pomocą prowokują Właścicielkę do zadawania pytań. Odpowiedzi Mężczyzny odsłaniają czteroletnią historię jego pozamałżeńskiego związku z młodszą, trzydziestoletnią kobietą. Mężczyzna odpowiada chętnie, mówi więcej niż oczekuje i sugeruje w krótkich, dyskretnych pytaniach Właścicielka. Szybko jednak pewność zastępują zdumiewające wątpliwości. Ta umierająca kobieta, dla której Mężczyzna szuka prezentu, czy ona jest naprawdę chora? Czy naprawdę ma raka? Czy leży w szpitalu? Czy rzeczywiście umiera? Mężczyzna z lekarzami nie rozmawiał, o chorobie nie mówił z kochanką, nie widział się i nie rozmawiał z nią od wielu dni, bo ona, jak już często bywało, od tygodni nie telefonuje, nie odbiera telefonów i nie chce się spotykać. Katastroficzna wizja Mężczyzny opiera się na zdaniu kochanki: "Dwudziesty ósmy tego miesiąca będzie wielkim dniem." To może oznaczać nieomal wszystko - tłumaczy Właścicielka.

Rozmowa między Mężczyzną a Właścicielką staje się coraz bardziej osobista. Mężczyzna mówi o kochance z podziwem i satysfakcją, że jest dzielną kobietą, opanowaną, lubiącą ryzyko, ambitną, niezależną, dbającą o siebie, żądną sukcesów. Z czułością opisuje jej wspaniały, niski, gardłowy śmiech i ten moment, gdy szczerze czymś rozbawiona śmieje się jeszcze głośniej, aż zgina się wpół, a rękoma w charakterystyczny sposób uderza się po udach. To bawi Właścicielkę, a opowieść Mężczyzny o pewnym zdarzeniu w kawiarni rozśmiesza ją tak bardzo, że zgięta wpół wybucha śmiechem i uderza się ręką po udzie.

Właścicielka od tonu odpowiedzialnej, wrażliwej doradczyni przechodzi do tonu sędziego. Jej pytania stają się sugestiami, które Mężczyzna potwierdza zaskoczony trafnością diagnoz, sądów, ocen. Ta sama karnacja, także trzydziestolatka, ten sam sposób śmiania się, jak u tamtej - niebanalna uroda. Właścicielka nie pozwala mieć pewności czy mówi o nieznanej kobiecie, czy o sobie. Związek, o którym opowiada Mężczyzna, jest związkiem bez zobowiązań, bez przyszłości, niepewnym, był tylko serią spotkań dla przyjemności, a takie wykluczają rozmowę o bólu, cierpieniu, strachu, zabraniają szczerze kochać, akceptują dystans, chłód. Nie dzieląc z kimś życia, trudno dzielić umieranie. Nie czeka się w takiej sytuacji na słowa współczucia, a także nie wie się, kiedy je wypowiedzieć. Trudno wtedy wymyślić najwłaściwszy prezent. Mężczyzna najsilniej przeżywa właściwie tylko własną starość, która przy młodszej kobiecie budzi w nim paraliżujący lęk. Właścicielka "przepełniona cierpieniem i miłością, z tęsknotą i świadomością ostatniego uścisku" obejmuje Mężczyznę, całują się, potem znowu. "Och, jak delikatnie!" - traktuje pocałunek jako pożegnanie Właścicielka. Mężczyzna wysuwa się z objęć kobiety, znowu szuka prezentu. Wybiera zegarek na złotym łańcuszku, zawiesza go na szyi Właścicielce, dopiero wtedy uznaje, że jest piękny i że będzie odpowiedni dla jego kochanki. Właścicielka nie chce zapłaty za zegarek. Ten symbol upływającego czasu daje Mężczyźnie w prezencie. Rozstają się w bliskiej zażyłości.



Galeria:

zdjęcie ze spektaklu Elegia dla jednej pani
zdjęcie ze spektaklu Elegia dla jednej pani
zdjęcie ze spektaklu Elegia dla jednej pani
zdjęcie ze spektaklu Elegia dla jednej pani
zdjęcie ze spektaklu Elegia dla jednej pani

Fragmenty spektaklu: