Kornblumenblau

zdjęcie z filmu Kornblumenblau
  • Rola: Komendantowa
  • Reż: Leszek Wosiewicz
  • Rok: 1988

Motto "Kornblumenblau" - fabularnego debiutu Leszka Wosiewicza - pochodzi od Michela Montaigne'a. "Większość naszych zatrudnień jest natury komediowej...Trzeba odgrywać przystojnie swe role, ale z maski i pozoru nie trzeba czynić rzeczywistej istoty...". Zalecenia renesansowego pisarza przypominają nieco o parę wieków późniejszego "Ketmana" - postawę opisaną przez Czesława Miłosza w "Zniewolonym umyśle". Obie koncepcje z pewnością łączy jedno: świetnie nadają się na modus vivendi wszelkich niewolników, choć ciemiężenie jednych przez drugich niekoniecznie bywa humorystyczne. Akcja filmu Wosiewicza toczy się w obozie koncentracyjnym. "Czy w roku 1988 warto jeszcze odświeżać temat oświęcimski" - zastanawiali się krytycy. "Próbuję odpowiedzieć na pytanie, jakie wnioski z tego, co przeżywa mój bohater, możemy wyciągnąć dla siebie" - ripostował reżyser.
Prolog. W czasie I wojny światowej, w rodzinie urzędnika bankowego przychodzi na świat Tadzik. Chłopiec rośnie, zgodnie z wolą ojca kształci się na muzyka pilnie ćwicząc fortepianowe wprawki. Na wszelki wypadek zapewniają mu też zawód inżyniera górnictwa. II wojnę światową Tadzik rozpoczyna w mundurze Strzelców Podhalańskich, po klęsce wrześniowej działa w konspiracji, aż wreszcie trafia do obozu koncentracyjnego... Dużo choruje, cudem udaje mu się przeżyć pobyt na oddziale doświadczalnym, gdzie wstrzykiwano mu zarazki tyfusu. Odmiana losu przychodzi wraz z pojawieniem się w baraku blokowego Korblumenblau, nazywanego tak od tytułu jego piosenki. W poszukiwaniu więźnia umiejącego grać na akordeonie, miłośnik niemieckich melodii o homoseksualnych skłonnościach trafia na Tadzika. Chłopak wzywany jest odtąd na prywatne występy do blokowego i po jakimś czasie zostaje w nagrodę przeniesiony do bardziej luksusowej pracy - obierania kartofli. Na bloku kartoflarzy zaprzyjaźnia się z Włodkiem, zwraca również uwagę na piękną Żydówkę, którą widuje z daleka idąc do pracy. Pewnego dnia szef kuchni każe stawić mu się w kasynie oficerskim, aby przygrywał gościom na pianinie przy kolacji. Pijani goście nie zauważają, że pianista w chwili zapomnienia gra Chopina. Po tym występie awansuje na kelnera. Pozwolono mu zobaczyć się z żoną i dzieckiem. Po ucieczce trzech więźniów z bloku artystów, szef Politische skazuje cały blok na śmierć. Tadzik unika śmierci, dzięki wstawiennictwu żony komendanta. Prosto spod lufy trafia na choinkowe przyjęcie dla niemieckich dzieci organizowane przez żonę komendanta. Następnie gra w obozowej orkiestrze. Podczas wielkiej faszystowskiej fety obóz zostaje zbombardowany przez alianckie samoloty, zwiastując koniec wojny. Na stacji Tadzika z akordeonem odziedziczonym po blokowym Kornblumneblau zauważają żołnierze radzieccy, którzy wciągają go do wagonu. W pociagu rozlegają się dźwięki "Kalinki".

Mimo że wojna skończyła się czterdzieści trzy lata przed powstaniem filmu, utworowi Wosiewicza nie sposób zarzucić nieznajomości obozowych realiów i mentalności "człowieka złagrowanego". Duża w tym zasługa książki Kazimierza Tymińskiego pt. "Uspokoić sen", na podstawie której powstał scenariusz. "Kornblumenblau" to zarazem pierwszy w dziejach polskiego kina film, ukazujący obóz jako metaforę. Nie ma tu kontekstu społeczno-politycznego jak np. w utworach Wandy Jakubowskiej. Nie ma akcentowania ludzkich cierpień i tragedii ("Pasażerka" Andrzeja Munka). Próżno szukać świadectwa pokoleniowego doświadczenia (proza Tadeusza Borowskiego, "Krajobraz po bitwie" Andrzeja Wajdy). Rzeczywistość obozowa służy Wosiewiczowi wyłącznie do obserwacji ludzkich zachowań w sytuacji ekstremalnej. Do ukazania zmagań artysty (co prawda niezbyt wielkiego formatu) z bezwzględną machiną totalnego ucisku, negującą wszelkie imponderabilia. Niejako przy okazji reżyser dotyka także uniwersalnych zagadnień dotyczących relacji między sztuką i moralnością, w czym przypomina nieco Istvana Szabo i jego słynnego "Mefista". Przekonująco ukazuje niezwykłość sztuki w totalitarnym świecie, a zarazem jej dwuznaczność (gra Wyczyńskiego nadaje rytm morderczej pracy więźniów, służy poprawie samopoczucia oprawców). Obozową rzeczywistość filmuje Wosiewicz oryginalnie. Świadomie nie stroni od przejaskrawień i deformacji. Świetnie oddaje teatralizację "złagrowanego życia", jego rytuały i obrzędy. Miejscami reżyserska wizja przeradza się w groteskową fantasmagorię niczym z produkcji Kena Russella. Zdali też swój egzamin aktorzy, zwłaszcza Krzysztof Kolberger obsadzony zaskakująco w roli blokowego.





Galeria z filmu:

zdjęcie z filmu Kornblumenblau
zdjęcie z filmu Kornblumenblau

Fragmenty filmu: