La Boheme

zdjęcie ze spektaklu la boheme

Telewizyjna wersja spektaklu, który miał swą premierę w Teatrze Studio w Warszawie w lutym 1995 roku. Teksty i motywy zostały zaczerpnięte z dramatów Stanisława Wyspiańskiego "Wyzwolenie" i "Wesele" - wybór, układ tekstu, reżyseria i scenografia są dziełem Jerzego Grzegorzewskiego (w scenografii wykorzystano "Teatr rysowania" nr 18 Franciszka Starowieyskiego). "Nie bez przyczyny Jerzy Grzegorzewski zrealizował dziś spektakl o zastępowaniu pytań istotnych sentymentalnym wzdychaniem - pisał recenzent po premierze. - "La Bohčme" to reakcja na współczesny świat, w którym ciasno, coraz ciaśniej robi się dla artyzmu, indywidualności, wartości nierzeczowych, myślowych poszukiwań". Wywołane z przeszłości, z dramatów Wyspiańskiego postaci, siedząc przy kawiarnianych stolikach, nucąc przeboje z początku wieku - oglądają i komentują odgrywane sceny teatralne. Podrygują, jak im zaklaszczą, tańczą, jak im zagrają, podśpiewują chórkiem "ua... ua...", przybierają pozy. Neoromantyczny "teatr ogromny" na naszych oczach degraduje się do rozmiarów kawiarni, gdzie królują nuda, gnuśność, marazm i pustka. Wybrane z utworów Wyspiańskiego sceny i kwestie układają się w obraz bogaty, wielowątkowy, ale dość złowieszczy i gorzki. Jak refren powracają słowa o zniszczeniu, nieszczęściach i grobach, splatają się pijackie samooskarżenia i samousprawiedliwienia.
"Piję, piję, bo muszę, / bo jak piję, to mnie kłuje: / wtedy w piersi serce czuję... Chopin, gdyby jeszczy żył, to by pił..." - krzyczy Nos.
"My jesteśmy jak przeklęci, / że nas mara, dziwo nęci, / wytwór tęsknej wyobraźni / serce bierze, zmysły drażni, / że nam oczy zaszły mgłami, / pieścimy się jeno snami" - żali się Poeta.
"Może by nieszczęście nareście / dobyło nam z piersi krzyku, / Krzyku, co by był nasz, z tego pokolenia..." - woła Dziennikarz, jednocześnie świadom tego, że to on między innymi "usypia duszę swą biedną i usypia brata swego".
Jego słowa potwierdza Chimera, zbuntowana poetka - "Patrzę i usypiam serce..." Kiedy na końcu artystyczna cyganeria, ustawiona jak wielogłosowy chór parafialny, z wypiętymi torsami, z nut śpiewa pieśń "Gdy przyjdziesz jako Dziecię tej nocy", a potem, w finale, neobohema nuci "Miałeś chamie, złoty róg..." - równo, czysto, bez emicji, profesjonalnie i mechanicznie - ujawnia się cała groteskowość póz przybieranych przez artystów (czytaj: inteligencję) nie tylko u progu stulecia. Pustkę gestów łasych na oklaski wyrobników Muzy ocenia surowo Stary Aktor, w swoim ostatnim monologu w teatrze opowiadając o ojcu, który "legł w 63", któremu nie klaskano i nie dawano kwiatów: "mój ojciec był bohater, a mu jesteśmy nic". "Taki mi się snuje dramat, / groźny, szumny, posuwisty / jak polonez gdzieś z kazamat, / jęk i zgrzyt, i wichrów świsty" - śpiewa nieruchomiejąc w prześwietlonym kadrze bohema.
Prezentowany w Studiu Teatralnym Dwójki spektakl ujawnia nie tylko obsesje i niepokoje reżysera, lecz również metodę twórczą Jerzego Grzegorzewskiego. Pokazuje jego stosunek do literackich "ułomków" będących podstawą scenariusza, wyszukiwanie sensów ukrytych "pod podszewką" zdarzeń, nadawanie symbolicznych znaczeń rekwizytom i elementom scenografii (np. drewniany magiel skojarzony na scenie z wiekiem trumny św. Stanisława), czy też "wpisywanie" aktorów w przyjętą konwencję plastyczną (jak Chór trzech aktorek zamkniętych w secesyjnie stylizowanych wazonach - urnach). Odsłaniając nieco kulisy swego warsztatu i machiny teatralnej, twórca jakby uchylał maski. Następny krok należy do publiczności - "publika ceni".