Mahagonny

zdjęcie ze spektaklu Niech no tylko zakwitną jabłonie

Zapewne fajnie byłoby, gdyby w kalendarzu królowały same niedziele, a praca ograniczałaby się do korzystania z bardzo miłych męskiej duszy używek, choć czy na dłuższą metę nie stałoby się to nie do zniesienia? Taki raj na ziemi to miasteczko Mahagonny.

Uciekając przed policją, wdowa Leokadja Begbick i jej dwaj wspólnicy, Trinity Moses i Fatty trafiają na skraj pustyni, gdzie samochód odmawia posłuszeństwa, wykluczając dalszą drogę ku złotonośnym terenom. W tej sytuacji przedsiębiorcza wdowa wpada na pomysł, by wydobywać złoto z kieszeni ludzkich, nie ruszając się z miejsca. Wspólnicy zakładają więc miasto górnicze pod nazwą Mahagonny (Pajęczyna). Wypłacalnym klientom miasto oferować będzie dżin i whisky, dziewczęta i chłopców. Za pospiesznie wbitą w ziemię tablicą błyskawicznie rozwija się nowe miasto, głównie dzięki talentom pięknej Jenny i jej dziewcząt. Jego reputacja ściąga w krótkim czasie tłumy mieszkańców wielkich miast przemysłowych.
Do Mahagonny przybywają też czterej poszukiwacze złota: Jim, Jack, Bill i Joe. Leokadja Begbick wita ich wręczając cennik usług. Jack targuje się o usługi Jenny, Jim przyjmuje jednak ofertę bez szemrania. Część przybyszów opuszcza miasto. Zirytowana ich małostkowością Leokadja obniża ceny, wzbudza tym jednak jeszcze większą podejrzliwość. Jim układa się z Jenny. Kryzys jednak narasta, pomimo przeceny klientela opuszcza miasto. Zdezorientowana wdowa Begbick nie wie co robić, co gorsza policja odnalazła jej trop. Nawet Jim chce wyjechać z Mahagonny, w końcu jednak ulega namowom kolegów i zostaje.
Z czasem miasto rozrasta się, czerpiąc swój dobrobyt z pieniędzy pionierów. Jim i jego przyjaciele, spędziwszy 7 lat przy rąbaniu drzewa na Alasce nadal nie znoszą Mahagonny Wdowa Begbick nie pozostaje Jimowi dłużna, nie może jednak obejść się bez jego forsy. Tymczasem od pustyni nadciąga huragan. Jim ignoruje go uważając kataklizm za drobiazg w porównaniu z niszczycielską działalnością człowieka. Huragan zbliża się do Mahagonny z pedkością 120 kilometrów na godzinę. Nagle jednak zawraca. Ogarnięta euforią metropolia pogrąża się w konsumpcji w myśl zawołania Jima: Just do it. Królują: żarcie, płatny seks, widowiska sportowe i alkohol. Dla tych, którzy mają pieniądze. Gdy Jimowi ich zabraknie przyjaciele odwrócą się od niego, a on sam wyląduje w więzieniu za długi.
Po ponurej nocy spędzonej w celi Jim staje przed sądem miasta Mahagonny, któremu przewodniczy wdowa Begbick. Oskarżycielem jest Trinity Moses , a obrońcą Fatty. Podejrzany o zabójstwo Tobby Higgins z braku dowodów zostaje zwolniony, a niewypłacalny Jim skazany na karę śmierci. Jego egzekucja zamienia się w masowe widowisko Jim żegna się z Jenny i przyjaciółmi i prosi o ostatni kieliszek. Wtedy do miasta Mahagonny zstępuje Bóg, pod postacią Trinity Mosesa, i wzywa wszystkich mieszkańców do piekła. Ci odpowiadają, że piekło mają na miejscu. W mieście wybuchają zamieszki, wszystko ogarnia pożar, podczas gdy bohaterowie intonują finałową pieśń: Nikomu pomóc nie sposób.




Recenzje

Elżbieta Wysińska, Dialog, VI.1985 r.

Od lat nie było tak udanej interpretacji Brechta, jak "Mahagonny" w interpretacji Krzysztofa Zaleskiego. Przedstawienie utrzymane konsekwentnie w stylu lat dwudziestych, ze świetnym pastiszem tingel-tanglu, ujawniło, jak rzeczywiście smakuje Brechtowska dydaktyka w atrakcyjnym teatralnie opakowaniu. Znalazło przy tym własny ton.