Przy drzwiach zamkniętych

W bogato zdobionym salonie spotyka się trójka znajomych: światowa dama-dzieciobójczyni, lesbijka, która otruła się gazem i inteligent-rewolucjonista zastrzelony w podejrzanych okolicznościach. Wszyscy skazani na bezustanną wzajemną obecność, która staje się ich piekłem. Sądzą się, oskarżają i obwiniają, by w końcu zrozumieć, że "piekło – to inni".




Recenzje

Przy drzwiach otwartych

Roman Pawłowski, Gazeta Wyborcza - Gazeta Stołeczna nr 129 - 05-06-1995

W piekle Jeana Paula Sartre'a nie ma kotłów, siarki ani smoły. W piekle Romualda Szejda jest jeszcze przyjemniej: z głośników sączy się delikatna muzyczka, a na wejście reżyser częstuje publiczność oraz bohaterów Tic Tacami. Zdrowe piekło: tylko dwie kalorie.

Sartre zamknął w salonie biedermeier dziennikarza, urzędniczkę pocztową i damę z towarzystwa, aby pokazać, że człowiek jest sam własnym sędzią i katem. Troje zamkniętych w piekielnym saloniku zmarłych ludzi łączą wyrzuty sumienia i nienawiść. Kiedy w finale drzwi się wreszcie otwierają, nikt nie wychodzi - bohaterowie są skazani na siebie.
Różnice między sztandarowym dramatem egzystencjalizmu "Przy drzwiach zamkniętych" z roku 1944 a jego nową wersją w Teatrze Scena Prezentacje z roku 1995 nie kończą się na Tic Tacach. Otóż w tej wersji od początku drzwi są jak najbardziej otwarte i to z dwóch stron: jedne na korytarz teatru, drugie na podwórko. W roli drzwi występują kotary, przy czym wejście z podwórka zasłonięte jest tylko częściowo. Kiedy Garcin (Artur Żmijewski) rozpacza, że drzwi do salonu (czyli do piekła) są zamknięte, w związku z czym on i dwie kobiety - Inez (Ewa Błaszczyk) i Stella (Joanna Kurowska) skazani są na siebie, przez szparę między kotarami miga czerwona karoseria "malucha" zaparkowanego przed teatrem.
Rozumiem, że chodziło o to, by bohaterowie oraz publiczność czuli się w piekle komfortowo podczas upalnych dni. Jednak wietrzenie piekła ma swoje konsekwencje. Publiczność, zapewniana gorliwie przez aktorów, że drzwi są zamknięte, widzi, że w rzeczywistości jest inaczej. Całą sztukę odbiera się więc jak absurdalny żart z gatunku czarnego humoru. Dlaczego ei biedni ludzie nie przestaną dyskutować o okropieństwach, które wyrządzili bliźnim za życia? Dlaczego zamiast się dręczyć, nie pójdą sobie w końcu na podwórko? Przecież drzwi są otwarte!
Ponieważ aktorzy udają, że zostali zamknięci, przerażenie ustępuje rozbawieniu. Do najzabawniejszych żartów należy opowieść Inez o tym, jak mąż jej przyjaciółki wpadł pod tramwaj, a także wszystkie sceny erotyczne, szczególnie między Inez i Stellą. Joanna Kurowska w roli słodkiej Stelli najlepiej z całej trójki czuje się w tym żartobliwym klimacie. Niepotrzebnie tylko udaje, że wspomnienia z grzesznej przeszłości sprawiają jej cierpienie, co psuje wesoły nastrój.
Nutę sentymentalną wprowadza do przedstawienia piosenka Jonasza Kofty o przemijaniu, którą śpiewa Inez. Nagle okazuje się, że ta urzędniczka pocztowa dysponuje pięknym głosem. przypominającym głos świetnej aktorki Ewy Błaszczyk.
Z przedstawienia Romualda Szejda wynika, że w piekle jest przyjemnie i wesoło. Jedynym problemem bohaterów jest brak warunków do uprawiania miłości. Gdyby oprócz otwarcia drzwi dało się jeszcze zgasić światło, piekło byłoby całkiem do wytrzymania.

Zbrodniarze, sędziowie i kaci

JGZ, Życie Warszawy nr 136 - 21-05-1995

Piekło to inni" - słynna formuła Sartre'a, francuskiego filozofa, eseisty, dramaturga i powieściopisarza, to lakoniczny, a jednak najpełniejszy komentarz do najnowszego spektaklu Sceny Prezentacje "Przy drzwiach zamkniętych". Polska prapremiera sztuki odbyła się w 1957 r. Romuald Szejd, dyrektor teatru z ul. Żelaznej, wykorzystał nowy przekład autorstwa Barbary Grzegorzewskiej.
W bogato zdobionym salonie spotyka się trójka znajomych: Stella - światowa dama-dzieciobójczyni, Inez - lesbijka, która otruła się gazem i Garcin - inteligent-rewolucjonista zastrzelony w podejrzanych okolicznościach. Trzy postaci stworzone przez Jean Paul Sartre'a 50 lat temu przeżywają znów swój dramat. - Bohaterowie skazani są na bezustanną wzajemną obecność, która staje się ich piekłem. Sądzą się, oskarżają i obwiniają, by w końcu zrozumieć, że piekło to inni - wyjaśnia Romuald Szejd.
- W sztuce "Przy drzwiach zamkniętych" Sartre przedstawia konkretną wizję piekła, w którym nie ma ani Boga, ani Dobra. Jedyną przeszkodą dla wolności ludzkiej stanowi obecność innych. Tak naprawdę wszyscy są w jakimś sensie zbrodniarzami, a ostatecznie stają się dla siebie sędzią i katem - twierdzą twórcy sztuki.
W spektaklu możemy oglądać Ewę Błaszczyk, Joannę Kurowską i Artura Żmijewskiego. Scenografię przygotował Marcin Stajewski, a kostiumy Barbara Grzegorzewska.
- Nieprawdą jest, jak twierdzą złośliwi, że "Przy drzwiach zamkniętych" to już zabytek, ramota - zarzeka się Romuald Szejd. - Wystarczy wejść w piekło, które stworzyli sobie bohaterowie sztuki. Premiera dziś.