Sen nocy letniej

zdjęcie ze spektaklu Sen nocy letniej

Akcję sztuki umieścił autor w przedhomeryckich Atenach traktowanych raczej umownie, bez dbałości o odtworzenie ówczesnych realiów.
Sztuka opowiada historię trzech par: Hermii i jej narzeczonego Lizandra, Demetriusza i zakochanej w nim Heleny oraz króla elfów Oberona i nieposłusznej królowej elfów Tytanii.
Ojciec Hermii nie zgadza się na jej małżeństwo z Lizandrem. Zrozpaczeni kochankowie uciekają do lasu. W ślad za nimi podąża zazdrosny o Hermię Demetriusz i zrozpaczona z miłości Helena. W historię mieszają się też leśne duchy, a szczególnie ważną postacią jest duch Puk.
Opowieść kończy się dobrze, a szczęśliwe pary wracają do Aten po wielu niezwykłych przygodach. Sami twierdzą, że to, co im się przytrafiło, musiało być "letnim snem", a nie jawą.



Galeria:

zdjęcie ze spektaklu Sen nocy letniej
zdjęcie ze spektaklu Sen nocy letniej
zdjęcie ze spektaklu Sen nocy letniej


Recenzje

Tadeusz Kijonka, Tygodnik Tak i Nie nr 12, 15.VII.1983

Komedia Szekspira w reżyserii Macieja Englerta nie jest wyłącznie barwnym, beztroskim złudzeniem, zaczarowaną zabawą, która z winy Puka, lecz z inicjacji Oberona wyzwala cały łańcuch uciesznych nieporozumień, lecz też okażą się potem tyko snem. Przeciwnie: sceny kluczowe są właśnie dręczące, przesycone mrocznym erotyzmem. Intryga Oberona (przewrotny Czesław Wołłejko) ma podteksty sadystyczne i nie jest wolna od dewiacji, postępowanie Puka nie jest również pozbawione swoistego okrucieństwa, także pożądanie Tytanii (zmysłowa Marta Lipińska) ma podteksty psychoanalityczne. Toteż przebudzenie - jest wyzwoleniem z koszmarnych rojeń. Wszystko może się zdarzyć, choć Oberon skojarzy pary tak, by Demetriusz oświadczył się Helenie, a więc nic nie stało już na przeszkodzie połączeniu się Hermii z Lizandrem. Ale czy człowiek panuje do końca nad swymi wyborami, kim jest, może się stać, kiedy zaśnie - jakie siły nim owładną?.. .
Oczywiście nie zostało to wyrażone natrętnie, zresztą wrażenie wnet się zaciera, kiedy na dworze Tezeusza (Mieczysław Czechowicz) pojawią się kapitalni rzemieślnicy, by odegrać rzecz o Pyramie i Tyzbe: Henryk Borowski, Andrzej Stockinger, Grzegorz Wons, Marcin Troński, Krzysztof Kowalewski i bezkonkurencyjny Wiesław Michnikowski jako Spodek. Choć poruszają się na granicy błazenady, ale z niebywałym poczuciem humoru i swoistego umiaru - śmiech, wielki, zdrowy śmiech, nieopanowany śmiech całej widowni.


Ewa Kielak, Trybuna Ludu 17.II.1983

Maciej Englert (reżyser) i Ewa Starowieyska (scenograf) nocne przygody dwóch par kochanków i fantastyczny świat podateńskiego lasku zaprezentowali na tle czarnych ścian, w ciężkich, ponurych, postrenesansowych kostiumach. Zapewne zamysł ich wyrósł z jednej z literackich interpretacji, mówiącej iż "Sen" "był współczesną sztuką miłosną". Tyle, że interpretacje te dotyczą raczej stylu mówienia o miłości, aluzji wziętych z tamtej epoki i powinowactw teatralnych bliższych karnawałowej zabawy niż inscenizacyjnej powadze w stylu tragedii Hamleta, jaki zaprezentowano nam na scenie.
Reżyser dokonał daleko idących skrótów w tekście, czym osiągnął przejrzystość akcji, ale nie wiele ponadto. A fakt, iż najmocniejszym akcentem przedstawienia stała się grupa pana Pigwy, jest właśnie po części konsekwencją takiej adaptacji tekstu. Po części zaś jest zasługą aktorów. Borowski, Kowalewski, Michnikowski, Stockinger w rolach rzemieślników bawiących się w teatr są po prostu indywidualnościami silniejszymi od reszty wykonawców.