Śpiewnik domowy

Część pierwsza.
Wielka - poszerzona o 2 rzędy widowni - scena, cała w zbożu i trawach - aż po horyzont. Na tym tle grana będzie sielanka: atmosfera niefrasobliwych zabaw szlacheckiego dworku, takiego, jak go sobie wyobrażamy, jaki znamy z przekazów. Dystyngowane matrony, śliczne dziewczyny, przystojni, rośli chłopcy. Białe, powiewne suknie, piosenki lekkie, dowcipne, niekiedy frywolne nawet. Codzienne zdarzenia opowiadane śpiewankami. Wszystko krotochwilne i radosne, nawet wymarsz chłopców na walkę - krótką na pewno i zakończoną niewątpliwym sukcesem. Może tylko taniec-patnomima najmłodszej panny żengającej swego chłopca zasieje nam w sercu niejaki niepokój - ale przecież na krótko; piosenka kończy się wszak szczęśliwie...
Część druga.
Niewola i żałoba. Tu dramat grany będzie na proscenium: na tle zapuszczonej, żelaznej kurtyny, stół z białym obrusem i świece, które potem zostaną zapalone. W kobietach w żałobie rozpoznajemy tak niedawno rozchichotane panny. Czytają listy - z "kozy", z zesłania, z celi śmierci. Rozmowy o prześladowaniach, rewizjach, aresztach. I pieśń, w której wyśpiewują swoje nieszczęścia, i Ojcze nasz - śpiewany żarliwie, z rozpaczą. Wtedy właśnie unosi się żelazna kurtyna i na dalekim pustym horyzoncie, w zimnym świetle, ich chłopcy-mężczyźni połączeni na moment z nimi w tej modlitwie? wspomnieniu? ...
Część trzecia,
nie przedzielona co prawda teatralną cezurą, którą można jednak wyodrębnić i nazwać - marzeniem. Na pierwszym planie mężczyźni w narzuconych na ubrania burkach i kożuchach. Pieśni rycerskie, rozpamiętywanie przeszłości i... mazur. Bo "jak ptak nie może żyć bez wolności, tak Polak bez mazura". Więc mazur-symbol marzeń wygnańców, bo nic przecież w przedstawieniu nie usprawiedliwia tak nagle optymistycznej pointy... Mazur zadyszany, rozogniony, jak dobrze, że nie tańczony przez dokoptowanych do zespołu tancerzy, ale przez chłopców i dziewczyny z części pierwszej.
[Za i przeciw]