Więź

Josie przyszła zobaczyć się z matką, której nie widziała od 15 lat. Fay odsiaduje dożywocie za zamordowanie swego męża, ojca Josie. Wiadomość o przybyciu gościa zaskakuje ją. Kobieta początkowo waha się na myśl o spotkaniu z córką, pamiętając, w jakie szaleństwo podobne wizyty wpędzały inne więźniarki. Po tak długim czasie rozmowa z bliską niegdyś osobą może skończyć się rozstrojem nerwowym. W końcu Fay podejmuje ostateczną decyzję. Dwie kobiety - matka i córka - siadają naprzeciw siebie, patrząc sobie w oczy.
Kiedy Fay zabiła męża, zadając mu śmiertelny cios nożem kuchennym, Josie miała zaledwie 10 lat. Dziewczynka za wszelką cenę chciała zapomnieć o dramatycznych przeżyciach. Nigdy nie wracała myślami do przeszłości, wskutek czego zatarły się także lepsze chwile z czasów dzieciństwa. Wychowywała ją babcia, matka ojca. Teraz, jako dorosła kobieta, Josie uświadamia sobie, jak bardzo została odarta ze wspomnień. Po śmierci babci Josie zapragnęła odzyskać utraconą tożsamość. Wizyta córki w więzieniu odmienia także życie Fay. Od wielu lat nie czuła się matką, teraz zaznaje tego szczęścia. Jest świadoma, że zostanie w zakładzie już do śmierci, dlatego jeszcze bardziej łaknie obecności najbliższej jej osoby. Wypytuje Josie o wszystko, pragnie znać najdrobniejsze szczegóły z jej życia. Pomaga jej odbudować utracone wspomnienia. Przy niej próbuje choć na moment zapomnieć o cierpieniu, oderwać się od szarej więziennej rzeczywistości. Chce też rozliczyć się z popełnionej przed laty zbrodni, wyjaśnić córce powody swego ohydnego czynu. Powoli między kobietami odradza się dawna więź, która z czasem nabiera niemal cech uzależnienia. Fay odzyskuje sens życia, coraz mocniej łaknie rozmów z Josie, może słuchać godzinami jej opowieści. Zmniejsza się dystans dzielący dotychczas córkę i matkę. Josie jakby zapomina, że Fay ma na rękach krew męża, coraz silniej angażuje się w jej sprawy. Poświęcając się matce, porzuca intratną posadę. Zamierza wznowić proces i walczyć o uwolnienie rodzicielki z więzienia. Z każdą wizytą wydaje się żyć coraz bardziej życiem skazanej matki. Ale pracownicy zakładu karnego nie podzielają jej entuzjazmu, próbują przeciwdziałać. Fay zaczyna rozumieć, że jeżeli kocha córkę, nie może dopuścić, żeby przez nią Josie zniszczyła sobie życie.



Zbigniew Brzoza, reżyser "Więzi":
"Więź" wymaga od widzów dużego skupienia. To przedstawienie dla publiczności, która lubi wyławiać to, co jest pomiędzy słowami a intencją ich wypowiadania. Tekst Rony Munro przypomina dramaty Davida Mameta. Ale o ile u Mameta gra z publicznością ma charakter intelektualny, o tyle tu wszystko rozgrywa się w sferze emocjonalnej. Ten spektakl będzie bardzo oszczędny w środkach wyrazu. "Więź" to sztuka konwersacyjna. Akcja rozgrywa się w pokoju widzeń. Matka, która zabiła męża i została skazana na dożywocie, spotyka się po 15 latach ze swoją córką. Córka przeżyła traumę i nie pamięta dzieciństwa, ale teraz chce poznać swoją historię. Z kolei matka nie chce przywoływać przeszłości; chciałaby za to dowiedzieć się, jak wygląda obecne życie córki, a ta unika tego tematu. Obie unikają pewnych bolesnych wspomnień, z którymi wiążą się silne emocje... To, że bohaterki spotykają się w więzieniu i mówi się tu o wyroku dożywocia, odgrywa oczywiście ważną rolę w sztuce, myślę jednak, że to nie jest jej podstawowy temat. Dla mnie "Więź" to sztuka o poszukiwaniu tożsamości albo o odcinaniu się od niej. Matka próbuje wyprzeć swoją tożsamość, odrzuca wszystko, co kojarzy się jej z życiem przed więzieniem. Córka przeciwnie - próbuje za wszelką cenę dotrzeć do swojej tożsamości, w tym celu właśnie odwiedza matkę.



Galeria:

zdjęcie ze spektaklu Więź
zdjęcie ze spektaklu Więź
zdjęcie ze spektaklu Więź
zdjęcie ze spektaklu Więź
zdjęcie ze spektaklu Więź
zdjęcie ze spektaklu Więź

Fragmenty spektaklu:




Recenzje

The Guardian

Sztuka Munro jest napisana z dużym sprytem. Autorka wysyła widza na przejażdżkę, a gdy ten zorientuje się dokąd jedzie, natychmiast zmienia kierunek. Nie jest to thriller, ani traktat feministyczny o nierówności kobiet i mężczyzn wobec systemu sprawiedliwości. Nie traktuje także o brutalnych absurdach systemu penitencjarnego. Choć dotyczy tych kwestii, to przede wszystkim dotyka tego, co sprawia, że jesteśmy ludźmi. Tego, co nas pali od wewnątrz. Jak odmiennie kochają mężczyźni i kobiety i jak przerażająco łatwo jest uśmiercić to, co kochamy. A także jak wykroczenie wobec wolności sprawia, że dusza utyka w miejscu i zamienia się w żelazo.